Przedstawiciele pracowników i kadra zarządzająca SPZOZ w Siedlcach wzięli udział w symbolicznej minucie ciszy dla systemu ochrony zdrowia.
To kolejny element, trwającego od poniedziałku ogólnopolskiego protestu szpitali powiatowych. Władze tych placówek alarmują ws. ich fatalnej sytuacji finansowej, braku zapłaty przez NFZ za wykonane w minionym roku świadczenia i niskiej ich wyceny.
O godz. 11.45 przed budynek główny szpitala miejskiego w Siedlcach wyszło około 20 ubranych na czarno kobiet. Były wśród nich przedstawicielki pielęgniarek i położnych, ratowników medycznych, diagnostów, laborantów, administracji i kadry zarządzającej.
– Stoimy tu przede wszystkim dla pacjentów, których bez pieniędzy nie będziemy mogli leczyć – mówiły. – Stoimy pod ścianą i nie mamy żadnego ruchu, bo musimy spełniać wszystkie narzucane przez ministerstwo zdrowia i NFZ wymogi, ale nie mamy na nie pieniędzy – tłumaczyły.
Chodzi o to, że działalność szpitali jest ściśle regulowana przez przepisy (liczba łóżek na oddziałąch, osób zatrudnionych, specjalistów, wynagrodzenia), ale funduszy na realizację tych przepisów jest za mało. Tylko za miniony rok, siedleckiemu SPZOZowi NFZ nie zapłacił ponad 4 mln złotych za wykonane świadczenia.
– To duże pieniądze mające wpływ na naszą płynność finansową – przyznaje dyrektorka Zakładu Angelika Ambroziewicz. – Wycena świadczeń jakie wykonujemy jest poniżej ich faktycznych kosztów – dodaje.
Organizatorem „czarnego tygodnia szpitali powiatowych” i dzisiejszej „minuty ciszy” jest Ogólnopolski Związek Pracodawców Szpitali Powiatowych. Cały protest ma potrwać do piątku.
W związku z pięciodniową akcją praca szpitala przebiega bez zmian.




