W Zespole Szkolno-Przedszkolnym w Skórcu trwa spotkanie w sprawie Zbiornicy Skórzec. Na miejscu jest właściciel firmy, władze gminy i ponad 100 mieszkańców, z których większość jest przeciwna działalności zbiornicy w obecnym kształcie.
Według nich w tej chwili w Skórcu nie da się mieszkać, a sytuacja stała się nie do wytrzymania odkąd zbiornica zaczęła przetwarzanie odpadów pozwierzęcych.
– Dopóki firma tylko je odbierała nie było takich problemów, a teraz boimy się wypuszczać dzieci na palce zabaw – mówiła jedna z mieszkanek. – Smród jest nie do wytrzymania. Nasze życie reguluje działalność jednej firmy. To ona decyduje kiedy możemy wyjść na spacer, wypuścić dzieci na plac zabaw – dodawał mężczyzna.

W trakcie spotkania właściciel firmy zapewnił, że do końca wakacji w zakładzie zostaną zastosowane nowe rozwiązania, które zlikwidują odór. Mają to być między innymi biofiltry i nakładki węglowe.
Zbiornica przechodzi w tej chwili kontrole Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Warszawie, powiatowego inspektora nadzoru budowlanego i siedleckiego starostwa. Według WIOŚ, ze względu na skalę swojej działalności, powinna ona mieć pozwolenie zintegrowane (dokument regulujący jej funkcjonowanie) którego nie ma. Właściciel zapewnia, że ubiega się o jego uzyskanie.
W trakcie spotkania między uczestnikami doszło do przepychanek. Mieszkaniec gminy Skórzec próbował siłą wyprowadzić osoby przybyłe z powiatu żuromińskiego, z którego odpady pozwierzęce również trafiają do działającej w gminie zbiornicy.





Firma tyle lat istniej i dobrze było a raptem coś się pozmieniało i zaczęło przeszkadzać. Jakoś się to nie klei i kupy nie trzyma
Do tej pory nie śmierdziało tak, jak śmierdzi teraz. Firma rozszerzyła swoją działalność ze zbierania padliny o „sterylizację”=utylizację. Robi to bez wymaganych dokumentów i pozwoleń, co równa się bez ponoszenia kosztów na niezbędne dostosowania. Oczywiście czerpie z tego ogromne dochody.